sobota, 19 września 2015

Leaves' Eyes - King of Kings (2015)

Leaves' Eyes jest ostatnio moim ulubionym zespołem metalowo-symfonicznym. Każda ich płyta bardzo mi się podobała i jak już pisałam w innym poście, cenię ich między innymi za konsekwencję w stylu przy jednoczesnym nie powtarzaniu tego samego na kolejnych płytach. Wydawało mi się, że niedawno zasłuchiwałam się w Symphonies of The Night - piątej płycie Liv i spółki, a już pojawiła się szósta: King of Kings.

Najnowsze dzieło Leaves' Eyes jest wyjątkowe i godne uwagi z wielu powodów. Dla kogoś, kto tak jak ja interesuje się historią, motywem wikingów i trochę mitologią nordycką, koncept album opowiadający o Haraldzie Pięknowłosym, pierwszym królu Norwegii, staje się ciekawy jeszcze przed przesłuchaniem. Znając styl zespołu, byłam pewna, że będzie to coś szczególnego.

Historia opowiedziana na King of Kings jest też bliska Liv, ponieważ urodziła się ona w Hafrsfjordzie - miejscu ważnym dla historii Norwegii, gdyż tam miała miejsce decydująca bitwa, po której Harald I Pięknowłosy zjednoczył kraj. To właśnie on jest tytułowym "królem królów" z powodu swoich zasług dla kraju, a także (według legendy) z racji pochodzenia od Odyna - najwyższego z nordyckich bogów.

Pierwszy utwór, Sweven, wprowadza nas w świat wikingów: to folkowe intro z akustycznymi instrumentami i delikatnym wokalem. Tytułowy King of Kings to hymn na cześć Haralda Pięknowłosego - w utworze nazywany jest on "zwycięskim", "jedynym władcą", "potomkiem boga". Jest to utwór w średnim tempie, występuje tu chór, delikatny śpiew (bardziej wzniosły w refrenie) oraz growl.


Kolejny utwór, Halvdan the Black, opowiada o Halfdanie Czarnym (ojcu Haralda, także wielkim wojowniku) i zaczyna się od trąb i chóru połączonego z ciężkimi riffami.


The Waking Eye zaczyna się delikatnie, od śpiewu Liv i ładnego motywu klawiszowego, który pojawia się w utworze kilka razy. Nie jest to jednak typowa delikatna ballada - są ciężkie riffy i odrobina growlu pod koniec.


Edge Of Steel przynosi niespodziankę w postaci gościnnego udziału Simone Simons z Epiki. Byłam bardzo ciekawa tego utworu właśnie z powodu Simone, ale jej udział ogranicza się do wokali w tle (Simone i Liv śpiewają te same wersy w tym samym momencie - ich głosy świetnie ze sobą współgrają). Cały utwór brzmi trochę jak hymn, przynajmniej w refrenie. To dobry, mocny, zapamiętywalny utwór, w którym dużo się dzieje: dwie wokalistki, wokalista, chór, niezwykle bogate muzyczne tło. To chyba jeden z najlepszych utworów na tej płycie.

Interesujący jest też Blazing Waters (z gościnnym udziałem innej wokalistki - Lindy-Fay Hella). To epicki, siedmiominutowy utwór, w którym nie brakuje ani delikatnego wokalu ani growlu połączonego z ciężkimi riffami i gitarowymi solówkami. Swords in Rock kończący płytę ma "skoczną" melodię i okrzyki - jest pełen pozytywnej energii.

Wszystkie płyty Leaves' Eyes to dawka muzyki na wysokim poziomie, wiele ciekawych inspiracji, pomysłowych aranżacji i prawdziwej pasji do tworzenia muzyki z gatunku metal symfoniczny, dlatego bardzo polecam tę płytę wszystkim maniakom tego gatunku!

7 komentarzy:

  1. To jedna z ich lepszych płyt. W ogóle w przypadku Leaves' Eyes im nowsza płyta, tym bardziej mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  2. No i wreszcie będę mieć co do słuchania! W zeszłym roku było sporo fajnych propozycji symfoniczno metalowych, a w tym roku coś słabo.

    Zapraszam na nową recenzję na blogu http://namuzowani.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była jeszcze EP-ka Xandrii w tym roku, też niezła.

      Usuń
  3. Nie wiedziałam. Na pewno posłucham.

    Zapraszam na nową notkę na namuzowani.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Super blog. Bardzo dużo ciekawej informacji i dużo fajnej muzyki. Blog warty polecenia.

    OdpowiedzUsuń