piątek, 12 maja 2017

Dark Moon Lillith - amerykański przerost formy nad treścią

Nie pisałam już od ponad miesiąca, a mój ostatni post dotyczył końca HIM. Ktoś mógłby więc wyciągnąć wniosek, że będę więcej pisać, skoro mój ulubiony zespół zakończył działalność. Nic bardziej mylnego - brak czasu i pomysłów, mało przesłuchanych płyt, zero koncertów i ogólnie jakaś taka muzyczna rutyna. Postanowiłam odświeżyć swoje spojrzenie na muzykę i wybrać losowo jakąś płytę zespołu, o którym nigdy nie słyszałam i posłuchać jej na Spotify. Wybrałam Dark Moon Lillith - Occultation, ponieważ spodobała mi się okładka w gotyckim stylu. Co za naiwność!

Patrząc na okładkę płyty, stronę zespołu i fejsbukowy fanppage można by się spodziewać mrocznego gotyku. Na zdjęciach przedstawiających amerykańską wokalistkę i gitarzystkę zespołu, Tarę James, wszędzie obecne są różne mroczne znaki i przedmioty: pentagramy, czarne ptaki, czaszki.... Wokalistka wygląda jak typowa gotka, a jej pseudonim to Lillith (czy może być bardziej mrocznie??).

Muzyka przynosi zaskoczenie. Nie jest gotyk, ale rock/grunge w typie Hole, The Pretty Reckless czy Garbage. Wizerunek zdecydowanie nie pasuje do muzyki. Jest to trochę mylące, jeśli najpierw widzimy image, a potem dopiero usłyszymy muzykę, Wygląd/image nie są to w muzyce najważniejsze rzeczy, ale często niejako ją dopełniają.

Na pewno mamy tu do czynienia z przerostem formy nad treścią. Muzyka nie jest zbyt interesująca, chociaż otwierający album utwór Kerosene całkiem wpada w ucho. W jakiś sposób przypomina lata 90. i chyba właśnie dokonania Hole i innych rockowych wokalistek. Może jeszcze Shores i Hiding Place mogłyby zostać w pamięci na dłużej, ale na przykład dwa ostatnie utwory to smętne ballady, przy których można tylko zasnąć. Ale bardziej chce się po prostu je wyłączyć. Jest to typowo amerykańskie granie. Wokalistka być może chciała, żeby muzyka wydała się bardziej mroczna, ale trochę się pogubiła.

Ogólnie myślę, że Amerykanie słabo rozumieją pojęcie muzyki gotyckiej, a także metalu symfonicznego. Po prostu tego nie czują - nie to, co my, w Europie ;) Próbowałam kiedyś znaleźć jakieś Amerykańskie zespoły symfoniczno-metalowe i nawet napisałam o tym posta pt. Amerykański Metal Symfoniczny. Oprócz ciekawego projektu Aesma Daeva oraz Amandy Somerville (mieszkającej na stale w Niemczech i współpracującej z wieloma europejskimi artystami, m.in. z zespołem Epica) nie udało mi się odnaleźć żadnego ciekawszego amerykańskiego zespołu z kręgu metalu symfonicznego czy gotyckiego podobnego do europejskich. Na szczęście nie ma po co szukać.

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawe przemyślenia. Fajny Blog. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń