Finlandia (i w ogóle Skandynawia) słynie z metalowych i rockowych zespołów: Nightwish, Apocalyptica, The 69 Eyes, Entwine, Hanoi Rocks, The Rasmus i HIM to tylko niektóre z nich. Skandynawski metal to temat rzeka - Norwegia i Szwecja też mają zespoły znane nie tylko w Europie, ale i na świecie. Jednym słowem Europa rządzi ;)
Jak już wiecie, ten post będzie dotyczył jednego z tych zespołów: mojego ulubionego od wielu lat, który nie jest i raczej nie będzie legendą, ale znalazł swoje miejsce w muzyce, a dla mnie jest bardzo ważny: HIM. Zaczynałam grać na gitarze na ich piosenkach: solo z Gone With the Sin było chyba pierwszą rzeczą, jakiej w ogóle nauczyłam się grać, a akordów i bicia uczyłam się na akustycznych wersjach Please Don't Let It Go czy The Sacrament. Właściwie nie pamiętam, kiedy polubiłam HIM. Kiedyś w programie 30 TON widziałam ich teledysk do Pretending (to ich najfajniejszy teledysk), był to więc pewnie rok 2001, ale nie przypominam sobie, żebym bardziej zwróciła na nich wtedy uwagę.